środa, 30 listopada 2016

Oczyszczanie z toksyn


Często bywa tak, że herx już minął, a my dalej czujemy się do dupy. Często jest tak, że pomimo leczenia, czujemy się coraz gorzej. Za taki stan rzeczy zwykle obwiniam toksyny. Wydzielają je krętki podczas ginięcia i podobno jest to oznaka skutecznego leczenia. W przewlekłej boreliozie, przy dużym zakażeniu niestety tych toksyn jest mnóstwo!

wtorek, 29 listopada 2016

Protokół Buhnera a antybiotyki. Mocniejsze leczenie boreliozy


Gdy zacząłem brać antybiotyki szybko zorientowałem się, że leczenie tylko nimi zajmie całą wieczność. Na początku nie miałem jakiś mega herxów, wręcz przeciwnie. Czułem, że mogę znieść o wiele więcej. Po za tym, główne ognisko mojego zakażenia znajdowało się w głowie. Jak wiadomo, większość antybiotyków nie przekracza bariery krew-mózg lub przekracza ją tylko w kilkunastu procentach (jak np. doxycyklina). Czując, że krętki wokół mojego mózgu mają się świetnie, postanowiłem włączyć do terapii Podstawowy Protokół Buhnera.

Leczenie boreliozy: IDSA czy ILADS



Pewnie każdy ze świeżo zarażonych na boreliozę zadawał sobie pytanie o sposób leczenia. Jak wiadomo istnieją dwie „szkoły” leczenia farmakologicznego tej choroby: IDSA i ILADS.

Moja historia - 6. Leczenie Alternatywne


Po odstawieniu antybiotyków dalej pozostawałem na protokole buhnera (byłem na nim ponad 5 miesięcy). Układ pokarmowy już miał powoli dosyć dotychczasowej terapii. Antybiotyki nadszarpnęły jelita candidą, a zioła coraz gorzej działały mi na żołądek. Postanowiłem spróbować innej drogi.

poniedziałek, 28 listopada 2016

Moja historia - 5. Leczenie


Poznań, 10 rano, ulica Mickiewicza, CBDNA. Pan doktor przyjął mnie do gabinetu, wysłuchał, na moją prośbę wypisał już recepty „na wszelki” i wysłał na badanie przesiewowe w kierunku koinfekcji w ichniejszym laboratorium oraz LTT na boreliozę w laboratorium synevo. Oddałem krew i pozostało tylko czekać.

Moja historia - 4. Apogeum


Wylądowałem w niedziele 20 grudnia na Luton. Ledwo udało mi się dotrzeć na mój kwadrat. Przespałem ponad 18 godzin, obudziłem się, poszedłem do pracy. Tam ledwo udało mi się przeżyć dzień. Wróciłem do domu. Czułem się koszmarnie, mózg wariował, głowa bolała, mięśnie były ociężałe, tragedia. Następnego dnia nie byłem już w stanie rano wstać.

Moja historia - 3. Drugi atak


Był koniec listopada 2015. Od kilku dni czułem się non stop chory. Przez kilka tygodni miałem ciągle podwyższoną temperaturę pomiędzy 37,0 a 37,6. Coraz ciężej było wstać do pracy. Coraz ciężej było się na czymś skupić. Coraz ciężej było wytrzymać dzień. Czułem że coś się dzieje – nie miałem pojęcia co. Miewałem zawroty głowy i zasłabnięcia. Bóle głowy, szczególnie te w okolicach uszu były coraz bardziej zagadkowe. Myślałem że to bolą mnie ósemki, które od dawna rosły pomimo, że nie miały miejsca w jamie ustnej. Nawet moi przełożeni zauważyli, że coś ze mną nie tak.

Moja historia - 2. Międzyczas


Mijały kolejne miesiące, zdążyłem zapomnieć o chorobie. Nie zauważałem takich objawów jak spadek wigoru, zmniejszenie chęci do życia (zwalałem to na problemy i jesień, która sama w sobie jest depresyjna). Czasami pojawiały się łamania w kościach (łatwo pomylić z grypą), duże poty nocne i coraz większy pociąg do alkoholu. Nie wiem czemu, podobno nie wszyscy tak mają, mi przynosił on ulgę (chociaż zdarzały się fazy autodestrukcyjne). Mój umysł robił się zmulony i coraz mniej kreatywny.

Moja historia - 1. Pierwszy atak


Historia zaczyna się ponad 4 lata temu. Był to bodajże lipiec 2012 (miałem 24 lata). Ówcześnie przebywając w celach zarobkowych w Norwegii, pewnego dnia podczas brania porannego prysznica, wyczułem na udzie, w okolicach pachwiny, coś jakby mały strupek. Nie myśląc w ogóle (bo kto myśli zaspany nad ranem), po prostu zdrapałem to i dokończyłem prysznic. Po wyjściu z natrysku dopiero zdałem sobie sprawę co to mogło być. Po dokładnych oględzinach tego miejsca, miałem pewność. Pięć maciupeńkich kropeczek nie pozostawiało żadnych wątpliwości. TO BYŁ KLESZCZ!