poniedziałek, 28 listopada 2016

Moja historia - 3. Drugi atak


Był koniec listopada 2015. Od kilku dni czułem się non stop chory. Przez kilka tygodni miałem ciągle podwyższoną temperaturę pomiędzy 37,0 a 37,6. Coraz ciężej było wstać do pracy. Coraz ciężej było się na czymś skupić. Coraz ciężej było wytrzymać dzień. Czułem że coś się dzieje – nie miałem pojęcia co. Miewałem zawroty głowy i zasłabnięcia. Bóle głowy, szczególnie te w okolicach uszu były coraz bardziej zagadkowe. Myślałem że to bolą mnie ósemki, które od dawna rosły pomimo, że nie miały miejsca w jamie ustnej. Nawet moi przełożeni zauważyli, że coś ze mną nie tak.

Nie ufając zbytnio angielskiej służbie zdrowia i ogólnie nie mając siły żeby poruszać się po Londynie, wziąłem bezpłatny urlop i znowu przyleciałem do Wrocławia.


Borelioza - moja prywatna wojna
Londyn Luton - lot ostatniej szansy.
Pani doktor rodzinna główkowała co to może być, niestety bezskutecznie. Zresztą, nie miała zbyt wielu pomysłów. Gastroskopia, prześwietlenie płuc, badania krwi, CRP, OB – wszystko było w miarę w normie. Gdy pojawiło się tz. odrealnienie rozłożyła ręce i wysłała mnie na SOR. Na SORze po tomografii głowy neurolog stwierdził że nic nie widzi. Badania były w normie i tylko dlatego, że go przekonywałem, zapisał mi profilaktycznie doxy na 2 tygodnie (swoją drogą ten lekarz jedyny coś chyba podejrzewał). Pani doktor rodzinna odradziła brać doxy, bo to tylko osłabi mój organizm. Powiedziała też, że nie wiadomo co to, więc jedyne co możemy zrobić to czekać aż się wykluje. 

Nie miałem wyjścia, zobowiązałem się, że na święta wrócę do Anglii więc wsiadłem w samolot i poleciałem na wyspy.

Moja historia - 4. Apogeum

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz